wtorek, 16 września 2014

Fotografia jest dla ludzi, a nie ludzie dla poradników



Chciałem napisać krótki poradnik. Coś dla kogoś, kto zamierza zagłębić się w świat fotografii. Coś prostego o obiektywach. Mam na koncie wiele tekstów instruktażowych, ale postanowiłem spojrzeć co na temat ogniskowych, kątów widzenia, optyki, ogólnie - co jest napisane w np. wikipedii. Zdębiałem, ale postanowiłem przejrzeć informacje z portali fotograficznych. Poczułem się jak głupi. Obawiam się, że nie zrozumiałem połowy z tego, co ci ludzie piszą o fotografii! 


Myślałem, że będąc instruktorem, po studiach - nomen omen - wydział fotografii, po 8 latach pracy, setkach tysięcy zrobionych zdjęć, dziesiątkach plenerów, tysiącach wykształconych przeze mnie ludzi już rozumiem o co w tym chodzi. Ale wystarczyło się spojrzeć na jakiś kosmiczny wzór, żeby odkryć, że jeszcze wiele mam do nauki.

Nowa, świecka tradycja




Tradycyjny laotański pogrzeb, rok 2011. fot. K.Grodecki


W Laosie współistnieje co najmniej 80 różnych plemion. Wiele z nich posługuje się własnym, innym niż laotański, językiem. Praktycznie każde z nich ma odmienną kulturę, zwyczaje. Najszybciej umiera zwyczaj noszenia tradycyjnych ubiorów, dlatego ucieszyłem się, gdy trafiłem do wioski, w której był jeszcze praktykowany. Poniewczasie przekonałem się, że radość moja jest przedwczesna a tradycja zwyczajnie nie ginie - jest zastępowana przez nową. 

Erwin Olaf - depresyjny perfekcjonista (cz. 1)

Fashion Victim, Erwin Olaf, http://www.erwinolaf.com/

Nauczył się posługiwać aparatem, kiedy miałem rok, czyli w roku 1981. Zaczynał od dość dziwacznych eksperymentów ("Chessmen"), które moim zdaniem musiały wynikać z fascynacji Witkinem. Na szczęście dla siebie dość prędko odnalazł swój styl, który objawił się w serii "Fashion Victim" a utrwalił w "Royal Blood". Krytycy spod znaku sztuki wysokiej podchodzą do jego prac sceptycznie starając się deprecjonować jego dokonania za mariaż sztuki i komercji. Miłośnicy łatwych zdjęć przegapiają głębię jego fotografii skupiając się wyłącznie na estetyce. Najprościej byłoby określić Olafa słowem, za którego nadużywanie powinno się wieszać na strunie, "kontrowersyjny", co w żadnym wypadku nie oddaje charakteru twórczości tego niezwykłego artysty.

Kieszonkowa fabryka obrazków


Czy zdjęcia robione komórką mogą mieć jakąkolwiek wartość? Czy dobry kadr można zamienić na ciekawie obrobione zdjęcie? Czy aparat w komórce to zabawka dla pseudo-amatorów czy użyteczne narzędzie nawet i dla profesjonalistów? 


Trudno o większego przeciwnika fotografii komórkowej niż ja. Martwiłem się, że fotografia zdeprecjonuje się, jeśli nie będzie wykonywana z należytą starannością. Z użyciem odpowiedniego sprzętu, który zagwarantuje jakość. A jednak, obecnie, mogę śmiało powiedzieć, że zaliczam się do fanów fotografii komórkowej. Ba! Mam wiele przekonujących argumentów za tego typu fotografią.

poniedziałek, 15 września 2014

Erwin Olaf - depresyjny perfekcjonista (cz.2) - czyli skąd się bierze inspiracja?



"(Studio/oświetlenie studyjne) sprawia, że zdjęcie staje się zagadką (...). Coś tu nie gra w tym świecie? Co tu się dzieje? Czy to jest prawdziwe? Czy też sztuczne? Dodaje surrealizmu. To mój świat ze snu. To moja krucjata, bo mam już serdecznie dość wielu lat głupiej (...) fotografii realistycznie pokazującej ludzi, realistycznych krajobrazów, realistycznych ludzi z lasu, realistycznego czegokolwiek." - Erwin Olaf 


Erwin Olaf, Hope
Tym cytatem z wypowiedzi Olafa dla magazynu "The F Stop" zaczynam drugą część opowieści o pracy holenderskiego fotografa. Na potrzeby tego artykułu postanowiłem wcielić się w rolę detektywa. Skoro mamy zbadać fotograficzny warsztat jednego z ciekawszych artystów, należy zrobić to dogłębnie. Nie ma tu miejsca na spekulacje. Jakie są cele? Przedmiotem sprawy jest jeden z najciekawszych zestawów Erwina Olafa - "Hope", czyli "Nadzieja". Powstał on tuż po serii "Royal Blood", którą opisałem w poprzednim artykule.